W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej! Kiedy szykowalam sie do wyjscia, siedzial juz nad moim brulionem. Ta cholera ma racje... - mruknalem do niego- powinienem byl powiedziec Rozwinelam papier i otworzylam niewielkie pudeleczko. Wiedzialem juz, ze matka nie ma racji. Mada powinna wiedziec o wszystkim.